piątek, 4 października 2013

WALERIA

moja Babcia

                     
WALERIA - Walercia, zwana Wtorek 
 ur.1903r, rm.1959r 
    
Była trzecią z kolei córką, zaraz po Wandzi i Jańci .
Najbardziej krucha i delikatna ze wszystkich sióstr, najbardziej, niestety, chorowita. Wystarczyło byle co a już Walercia mdlała. Po skończeniu gimnazjum dla panien nie poszła do pracy, została w domu ...

              
                    
 klasa Walerii w złoczowskim gimnazjum

Pasją panny Walerci były kapelusze, i te duże i obłoczne, jak mówi poetka, i te małe, tuż przy głowie, z fantazyjną elegancją. Bez kapelusza Waleria nie ruszała się z domu. Była subtelna, delikatna, romantyczna ... i jak na romantyczną pannę przystało dosyć wcześnie zakochała się bez pamięci w pewnym bardzo przystojnym nauczycielu. Nauczyciel, o imieniu Jan, odwzajemniał to płomienne uczucie, bywał w domu i zaczął nawet oficjalnie "kandydować do ręki panny".
I tu sielanka się skończyła - Pradziadzio Franciszek wkroczył do akcji i ręki kawalerowi odmówił, cóż - w jego pojęciu nauczyciel to nie była wystarczająco dobra partia dla córki.
Jan zrozpaczony wyjechał na Litwę, po roku ożenił się z nauczycielką a po paru miesiącach popełnił samobójstwo.W kieszonce marynarki Jana znaleziono rożki drożdżowych rogalików ... te rogaliki podawała Walercia do herbaty na proszonych podwieczorkach. Ech - łza się w oku kręci.
Waleria długie lata nie mogła zapomnieć o ukochanym Janku. Pewnie w sercu został jej do końca życia ...
Wyszła za mąż dopiero w wieku 27 lat. Inny, zakochany po uszy młodzian, Romuald, śpiewał wieczorami serenady pod jej oknami. Śpiewał, śpiewał - no i wyśpiewał ... roztopił serduszko mojej kochanej Babci Walerii. .A że kawaler pracował w sądzie, tak jak pradziadziu Franciszek, to bez kłopotu dostąpił zaszczytu i rękę panny otrzymał.

mój Dziadziu

                        

ROMUALD - Romek
ur.1898r, zm.1971r

Mój Dziadziu ... właściwie to wychowałam się przy Nim.
To On pokazał mi swój, utracony świat - lepiej znałam wtedy ulice Lwowa niż Warszawy, to On opowiadał mi o naszej historii, o wojnach, o zaborach, o bohaterstwie, o honorze, a ja chłonęłam jak gąbka.
To było inne pokolenie niż my , bardziej zahartowane. Dziadziu przeżył dwie wojny i obóz w Kowlu. Opowiadał, że najstraszliwszą walką, jest walka na białą broń. Moment wbicia bagnetu w ciało wroga nie da się z niczym porównać! Jak bardzo byłby zdziwiony, gdyby dożył dzisiejszych czasów. Dzisiaj  dzieci wbijają nóż w ciało kolegi - ot tak sobie.

          

Pierwszy synek Walerii i Romualda żył tylko kilka dni.
Potem na świat przyszła Danusia, śliczna dziewczynka z kręconymi włoskami,ważyła prawie 6 kilo.
Danusia, moja mamusia, była jedynaczką, kochaną i hołubioną nie tylko przez rodziców ale przez dziadków i wszystkie cioteczki.


      

Złoczów, ulica Legionów, 1939 rok
Waleria, Romualda i mała Danusia

Mała Danusia bawiła się w ogrodzie - popatrz Tatuś srebrne cygara z nieba lecą ! Cygara spadły, miały zapach fosforu.
Tamten piękny i wolny świat przestał istnieć.

Wolność zniknęła jak bańka mydlana.
Nadeszły ponure czasy okupacji.

Najpierw przyszli Rosjanie.
Moi Dziadkowie, Wala i Romek, z pięcioletnią Danusią, mieszkali wtedy w kamienicy, naprzeciwko gmachu policji. W tej samej kamienicy mieszkali Pradziadkowie Ludwika i Stanisław.  Oczywiście gmach policji natychmiast stał się siedzibą NKWD.
Romek od  razu zaczął organizować samoobronę, jeździł po okolicznych wioskach, zbierał ludzi, formował oddział, spotykali się w mieszkaniu Dziadków zgodnie z zasadą, że najciemniej pod latarnią. To były takie zaczątki oddziału AK. Danusia zapamiętała wejście wojska rosyjskiego. Mali, ciemni, skośnoocy, z dzidami albo z karabinami na sznurkach i te czapki z dziwnymi czubkami. Mówiło się na nich ciubaryki. W pamięci dziewczynki został bardzo charakterystyczny zapach skóry, butów, nie zmienianych onuc jakiegoś szuwaksu,  zapach szedł za wojskiem i zostawał jeszcze na długo.

Zaczęły się zsyłki na Sybir.
I pradziadziu Stasiu i dziadziu Romek pracowali wtedy w sądzie. Rosjanie przychodzili nocą. Łomotali karabinami do drzwi a potem pod ścianę, kilka minut na zabranie rzeczy i przed siebie do wagonu z dziurą wyciętą w środku a wagonem, w towarzystwie trupów, na białe niedźwiedzie. Zabrali tylko Stasia bo Romka nie było w domu. Prababcia Ludwika zamieszkała z Dziadkami.

A potem przyszli Niemcy.
Gmach NKWD zamienił się w gmach Orstkomando.  Zebrania w mieszkaniu Dziadków odbywały się nadal ale nie były to już  zebrania samoobrony tylko prawdziwego oddziału AK utworzonego z okolicznych chłopów.
W tym czasie Niemcy postanowili pozbyć się mieszkających pod nosem Polaków a że właśnie z getta wywieźli Żydów do Bełżca to mieszkańców kamienicy Dziadków przesiedlili do getta. Wala Romek i Danusia przenieśli się w to straszne miejsce, zabrali ze sobą prababcię Ludwikę.
Z tych czasów Danusia wspomina szczególnie jeden moment, kilku Żydów schowało się na dachu najwyższego budynku, Niemcy nie mogli ich dosięgnąć więc budynek podpalili Żydzi się nie poddali, spłonęli żywcem.
Mała Danusia siedziała na oknie i patrzyła jak płonie getto, nie zdawała sobie sprawy co się dzieje. Wala dała jej chleb posmarowany odrobiną smalcu na który pokruszyła ugotowane jajko. Był straszny głód. Nigdy już potem Danusia nie jadła niczego tak smacznego, jak ten chleb z jajkiem. Do tej pory moja Mamusia nie pozwala marnować daru, jakim jest jedzenie i całuje chleb, który upadł na podłogę.

Podczas jednej z akcji Niemcy schwytali Romka i wsadzili go do więzienia, które w tym czasie, znajdowało się na Zamku Sobieskiego.
W czasie, gdy Romek siedział, Wala musiała zająć się przetrwaniem rodziny, za worek ziemniaków czy bochenek chleba wymieniała wszystko, co mieli, biżuterię, futra, obrazy, sukienki … to była waluta za którą wtedy można było głód przetrwać. Gdy już wysprzedała wszystko życie w getcie zrobiło się niemożliwe. Romek, który pracował w sądzie miał wielu przyjaciół sędziów, żona jednego z nich zabrała Walę, Ludwikę i Danusię do swojej willi. W willi zamieszkał też poważny radca sądowy i ksiądz staruszek. Głód był coraz większy. Danusia wspomina ślicznego królika , biała agorę, z którym się bawiła, Królika zjedli, nikt nie potrafił go zabić więc w końcu zdesperowany ksiądz jakoś udusił zwierzaka. Wala nabawiła się tyfusu więc Danusia została sama z babcią staruszką.

Znów nadchodzili Rosjanie i Niemcy potrzebowali okopów. Do kopania  rowów używali więźniów z pobliskiego Zamku. W czasie nalotu kilku więźniom udało się zbiec, wśród zbiegów był Romek.
Rosjanie nadeszli, przetoczyli się przez Złoczów jak barbarzyńska fala. Łapanki były wtedy codziennością, podczas jednej Romek wpadł.
Tym razem wywieźli Go do obozu w Kowlu.


              

Tak wyglądał ten silny i postawny mężczyzna
po powrocie z obozu.

Z Kowla Romek nie uciekł, cudem zdarzyła się inspekcja międzynarodowej komisji Czerwonego Krzyża, badali więźniów, u Romka stwierdzili anginę pectoris i nakazali Rosjanom wypuszczenia chorego.
Wracał do domu na zderzaku pociągu, zarośnięty, z oberwaną nogawką spodni, na całym ciele pod skórą gnieździły się wszy.
Gdy nocą zapukał do okna Wala zemdlała ze strachu, że zbir. Nie poznała swojego męża.

A potem był koniec wojny.
Zostali w Złoczowie najdłużej jak się dało. Ostatnim transportem, w bydlęcym wagonie, wyjechali do nowej ojczyzny głęboko w sercu zachowując tę pierwszą.

Już Nigdy nie dano Im było zaśpiewać Jej
„Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”


***

19 komentarzy:

  1. Toż to, Malinko, niemal szkic scenariusza filmowego. Może się skusisz i spróbujesz wspólnie ze mną ten scenariusz napisać?! Trochę kręcę się w branży filmowej i choć nie będzie łatwo (koszt realizacji filmu fabularnego może wynieść nawet parę setek tysięcy PLN!), to chyba warto spróbować?!
    Post gotowy, zapraszam.
    ściskam czule i w ogóle

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piekne wspomnienia o babci i rodzine film gotowy opublikowac pozdrawiam

      Usuń
  3. Czytałem te historie rodzinne w poprzednim Twoim blogu Haneczko, ale tylko uporam sie ze swoimi problemami, to powrócę do nich z chęci, bowiem , mnie, potomka kresowiaków interesują te sprawy. Kiedyś rozczytywałem się w we wspomnieniach Beaty Obertyńskiej " W domu niewoli " i "Powrót z domu niewoli"oraz Melchiora Wańkowicza "dzieje rodziny Korzeniowskich". Pozdrawiam, Tomasz

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowna Pani,
    Wśród swoich internetowych poszukiwań trafiłam niedawno na Pani stronę poświęconą historii rodzinnej. Była to bardzo ciekawa lektura, zwłaszcza że jestem bardzo emocjonalnie związana z tą tematyką.
    Nazywam się Urszula Ziober. Mam 28 lat. Czuję, że należę do pokolenia, które jest pomostem między przeszłością a przyszłością. II wojna światowa i najciemniejsze lata komunizmu w Polsce to dla mnie historia. Ale historia żywa, opowiadana przez Babcię i wielu ludzi, którzy sami to przeżyli. Większość z nich została zapomniana albo sami wybrali milczenie nie chcąc już wracać do traumatycznych przeżyć. Teraz odchodzą w ciszy. A wraz z nimi umierają ich historie. Niektóre heroiczne, a inne zupełnie zwyczajne, ale naznaczone tłem tragedii jaka ogarnęła Europę w 1939 roku. Takie jak mojej Babci: Gdyby wojna nie wybuchła, jej życie wyglądało by zupełnie inaczej. Mogło być niemal beztroskie. Ale wojna wszystko zniszczyła. Poniewierka, wywózka na Syberię, śmierć ukochanego ojca, zamordowanego w Katyniu. Wreszcie powrót do domu, z którego pozostały tylko ruiny, bieda i nigdy nie spełnione marzenia.
    Od 2011 publikuję jej historię w odcinkach na stronie: www.historia-mojej-babci.blogspot.com, na którą serdecznie zapraszam.
    Uważam, że niezwykle ważne jest pielęgnowanie więzi rodzinnych i międzypokoleniowych. A w dzisiejszym zabieganym świecie jest na to coraz mniej czasu. Należę do pierwszego pokolenia, które wychowało się w wolnej Polsce i nie doświadczyło żadnej wojny ani zniewolenia. Ale ja i moi rówieśnicy, jesteśmy jednocześnie ostatnim pokoleniem, które ma szansę obcować z ludźmi, którym tę wolność i swobodę zawdzięczamy. Zbyt łatwo jednak się o nich zapomina, bo nie ma wśród nich celebrytów nadających się na pierwsze strony gazet. Dlatego uważam, że należy robić wszystko, aby o nich przypominać i mam nadzieję, że mój blog spełnia w jakimś stopniu to zadanie. Chciałabym dotrzeć z nim do jak największej liczby ludzi i stąd m.in. mój meil do Pani.
    Również biorę udział w konkursie na Blog Roku 2013; http://www.blogroku.pl/2013/kategorie/historia-mojej-babci,7q8,blog.html, ale w innej kategorii:) Myślę, że nie ma też powodu, aby traktować się jako konkurencję, a raczej jako ludzi o podobnych pasjach i zainteresowaniach. Dlatego tez chciałabym bardzo serdecznie zaprosić Pana do lektury mojej-nie mojej historii sybirackiej.

    pozdrawiam
    Ula Ziober

    OdpowiedzUsuń
  5. A gdzie jest do klikania na Liil? Już pisałem tu komentarz, ale z ciekawością Haneczko przeczytałem jeszcze raz

    OdpowiedzUsuń
  6. nie wystarczy pisać o kulturze, trzeba są mieć ... osobistą

    OdpowiedzUsuń
  7. nie wystarczy pisać o kulturze, trzeba ją mieć ... osobistą naturalnie

    OdpowiedzUsuń
  8. wystarczy mi raz powiedzieć. drugiego razu nie będzie

    OdpowiedzUsuń
  9. mnie wystarczy raz powiedzieć

    OdpowiedzUsuń
  10. mi basta una volta , la seconda volta non sarà

    OdpowiedzUsuń
  11. Mi basta poco per essere felice.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mi basta poco per conoscere un uomo

    OdpowiedzUsuń
  13. Aniu szkoda że tu ucichło ,tyle tu pięknych wspomnień jest .Czy jeszcze coś tu napiszesz?

    OdpowiedzUsuń